Blog 27: dziewczyny, które zrobiły z polskiej młodzieży emo pokolenie
Osobista opowieść o Blog 27, ich emo stylu, trasie z Tokio Hotel i rozpadzie duetu. Sprawdzam, co dziś robią Tola Szlagowska i Ala Boratyn i dlaczego wciąż warto o nich pamiętać.

Jeśli dorastaliście w Polsce w połowie lat 2000, to Blog 27 albo kojarzycie bardzo dobrze, albo przynajmniej pamiętacie, jak ich piosenki migały w naszej rodzimej Vivie i na listach przebojów. To był moment, kiedy nagle dwie nastolatki z Polski zaczęły wyglądać i brzmieć jak coś, co dotąd znało się głównie z zagranicznego MTV, a nie z „naszego” telewizora.
Dla mnie jest to bardzo konkretne wspomnienie z czasów Gadu Gadu, Bravo i pierwszych poważniejszych internetowych dram na forach. Pamiętam, jak ich muzyka przewijała się w tle codzienności, jak zmieniała się moda w klasie i jak nagle okazało się, że polski zespół może supportować Tokio Hotel na trasie po Niemczech, Austrii i Szwajcarii.
„Hej, tu Tola i Ala” i lost media ich strony www
Jedna rzecz z tamtego okresu siedzi mi w głowie do dziś mocniej niż niejedna lista przebojów. Oficjalna strona Blog 27.
Dzisiaj, gdy większość zespołów ma standardowe profile w socialach i prostą stronę wizytówkę, trudno wytłumaczyć klimat tamtej epoki. W połowie lat 2000 strona www to był osobny świat, coś między pokojem nastolatka a fanowskim zeszytem, tylko przeniesione do przeglądarki. Blog 27 miały właśnie taką stronę, mocno interaktywną jak na tamte czasy, kolorową, z klikanymi elementami, które robiły różne rzeczy. Osoby pamiętające MySpace, doskonale wiedzą o czym piszę.
Z mojej pamięci jednak najmocniej wybrzmiewa motyw telefonu. Doskonale pamiętam, że na stronie był graficzny telefon, na który można było kliknąć, a wtedy odpalała się automatyczna sekretarka z nagraną wiadomością dziewczyn. Pamiętam coś w stylu „Hej, tu Tola i Ala...”, to był taki prosty przekaz, ale mega charakterystyczny, który sprawiał, że różnica między telewizorem a internetem nagle się zacierała, bo miałeś wrażenie, że naprawdę jesteś bliżej nich.
Dzisiaj te nagrania to klasyczne lost media. Strona jako taka jest widoczna w archiwach internetu, ale samej sekretarki w archiwach łatwo już nie znajdziesz, zostaje więc pamięć ludzi, którzy wtedy naprawdę tam wchodzili, klikali i słuchali.
To świetnie pokazuje, że Blog 27 od początku były czymś więcej niż zespołem od jednego czy dwóch singli. To był projekt, który budował własny świat, z własną stroną, własnym stylem, własnym językiem.
Dwie dziewczyny z 27 listopada i dwa różne domy
Zacznijmy od początku. Blog 27 założyły Tola Szlagowska i Alicja Boratyn, dwie nastolatki, które łączyło coś więcej niż tylko wspólna pasja do muzyki. Obie urodziły się 27 listopada i to właśnie od tej daty, połączonej z blogową modą tamtych czasów, wzięła się nazwa zespołu.
Jak dziewczyny same opowiadały, znały się od dzieciństwa, ich rodziny się przyjaźniły, a one same były traktowane niemal jak siostry. To ważne, bo później rozpad duetu był odczuwany nie tylko jako „zmiana składu”, ale wręcz jako osobiste pęknięcie w relacji, która z zewnątrz wyglądała na nierozerwalną.
W ich historii mocną rolę grają jednak domy, z których pochodziły.
Tola wychowała się w rodzinie mocno związanej z muzyką. Jej ojciec działał na polskiej scenie rockowej, współpracując m.in. z popularnymi zespołami, a brat później dołączył do koncertowego składu Blog 27 jako perkusista. To oznaczało nie tylko muzyczne geny, ale bardzo konkretne rzeczy, kontakty, wiedzę o tym, jak wygląda praca w trasie, studio, kontrakty, media. Dla nastolatki to ogromny boost na starcie, nawet jeśli w tamtym wieku samemu nie do końca się to rozumie.
Ala miała trochę inną sytuację. Nie miała aż tak medialnego ojca z rockową legendą w tle, choć jej tata, Darek Boratyn, również działa w muzyce, a dziś Ala wspiera go w zespole, śpiewając w chórkach. W wywiadach sprzed lat Ala mówiła wprost, że w Blog 27 brakowało jej przestrzeni na twórczość, na granie na żywo, a całość była mocno skupiona na promocji i otoczce wizerunkowej.
Zderzenie tych dwóch światów, większego rodzinnego zaplecza branżowego po stronie Toli i mniejszego po stronie Ali, bardzo mocno wybrzmiewa później, gdy zaczynają podejmować osobne decyzje o swoich karierach.
„Uh La La La”, „Hey Boy” i moment, kiedy wszyscy myśleli, że to zagranica
Rok 2005. W radiu i telewizji muzycznej pojawia się „Uh La La La”, cover włoskiej Alexii, ale w wykonaniu dwóch polskich nastolatek. To, jak ten numer był zrobiony, jak brzmiał i jak wyglądał teledysk, powodowało jedno, wielu ludzi szczerze myślało, że to zagraniczny zespół.
Za ciosem przyszedł „Hey Boy (Get Your Ass Up)”, kolejny anglojęzyczny singiel, do tego radykalnie inny w klimacie niż większość polskiego popu tamtego czasu. Na tle krajowych wykonawców Blog 27 wyglądały jak teleport z zupełnie innej planety. Mówiły po angielsku, miały własny styl, emanowały pewnością siebie i luzem, którego zwykle oczekiwaliśmy od zachodnich gwiazd, nie od kogoś z naszego podwórka.
27 listopada 2005 roku, w dzień ich urodzin, ukazał się album „<LOL>”. Płyta w Polsce sprzedała się świetnie, zdobywając status podwójnej platyny, a łącznie szacuje się, że Blog 27 sprzedały ponad 250 tysięcy płyt na świecie. Jak na projekt, który stworzyły nastolatki, to były liczby, przy których trudno było mówić o „przypadkowym sukcesie”.
W 2006 i 2007 roku posypały się nagrody. Superjedynki, MTV Europe Music Award dla najlepszego polskiego wykonawcy, European Border Breakers Award za debiut, który przebił się poza kraj. Dla dwóch dziewczyn, które jeszcze chwilę wcześniej były po prostu koleżankami z dzieciństwa, to musiał być kosmos.
Emo, Avril i polskie korytarze szkolne
Tu dochodzimy do tematu, który do dziś budzi emocje, dosłownie i w przenośni, czyli emo.
Na papierze Blog 27 to pop, teen pop, z domieszką dance i pop rocka. Jeśli jednak popatrzymy na zdjęcia i teledyski z tamtych lat, trudno nie zauważyć, że ich styl wizualny bardzo mocno przylepiał się do tego, co nastolatki w Polsce zaczęły kojarzyć z emo estetyką. Ciężkie kreski, kontrastowe kolory, paski, napisy, fryzury z grzywką na pół twarzy, mieszanina buntu i słodyczy.
Media już po latach pisały wprost, że Blog 27 uważa się za prekursorów mody emo w Polsce, co zresztą dobrze oddaje pamięć zbiorową millenialsów. Można się spierać, czy wszystko to było „prawdziwie emo” w sensie subkulturowym, ale nastolatki z korytarzy szkolnych nie operowały definicjami z podręcznika, tylko tym, co widziały w telewizji i na zdjęciach.
Dlatego porównanie do Avril Lavigne, choć stylistycznie nieidealne, jest bardzo na miejscu. Avril nie była wprost emo, bardziej pop punkową outsiderką w mainstreamie, ale dla masowej publiczności stała się twarzą pewnego nastoletniego buntu, który szybko został skopiowany w całej Europie. Blog 27 pełniły podobną rolę w Polsce, tylko że w nieco młodszej grupie wiekowej i w bardziej cukierkowym wydaniu.
Patrząc na to z perspektywy korytarza gimnazjum, Blog 27 były jednym z pierwszych zespołów, który nie tylko grał, ale realnie zmieniał to, jak ludzie się ubierali, malowali i jak chcieli wyglądać na zdjęciach z dyskotek.
Tokio Hotel, duże hale i zderzenie z europejską skalą
Kolejny ważny rozdział to trasa z Tokio Hotel.
Kiedy niemiecki zespół był na totalnej fali popularności, Blog 27 pojechały z nimi jako support po Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Mówimy tu o dużych halach, tysiącach fanów, krzyku, plakatach, wszystkim, co kojarzyło się wtedy z „prawdziwym” zachodnim sukcesem.
Z perspektywy nastolatka z Polski, który oglądał to w telewizji albo czytał o tym w kolorowej prasie, wyglądało to jak spełnienie nierealnego scenariusza. Zespół z naszego kraju jeździ w trasę z Tokio Hotel, gra przed ich fanami, udziela wywiadów zagranicznym mediom.
To był też moment, w którym widać było, że Blog 27 to nie tylko lokalna fanaberia, ale projekt, który został zbudowany tak, żeby pasował na europejską scenę. I zadziałało, nawet jeśli tylko przez chwilę.
MTV Cribs, willa Ali i życie w telewizji
Skala ich popularności najlepiej wychodzi w szczegółach. Jednym z nich jest polska wersja „MTV Cribs”.
W pewnym momencie Ala Boratyn zaprasza widzów do willi swoich rodziców i oprowadza po domu w programie, który z definicji był zarezerwowany dla ludzi, których młodzież chciała oglądać „od kuchni”. To nie był zwykły wywiad, to była deklaracja, że Blog 27 to pełnoprawne gwiazdy popkultury, z własnym stylem, własną historią i, jak na tamte czasy, bardzo intensywną obecnością w mediach.
Dzisiaj, przy zalewie contentu z Instagrama, YouTube’a i TikToka, trudno to porównać, ale wtedy „MTV Cribs” było symbolem statusu. Fakt, że Ala się tam pojawiła, pokazuje, jak mocno ten projekt wszedł w mainstream.
Rozpad: od sukcesu do „nie dogadałyśmy się”
Nie da się opowiedzieć historii Blog 27 bez ich rozpadu. W 2006 roku, kiedy zespół wciąż był na fali, Ala Boratyn ogłosiła odejście. Oficjalnie mówiło się o różnicach osobistych i artystycznych, ale z czasem dziewczyny mówiły o tym trochę szerzej.
Ala podkreślała, że brakowało jej koncertów na żywo, naturalnej atmosfery pracy i realnego wpływu na muzykę. Bardziej czuła się częścią machiny promocyjnej niż kreatywnej. Tola z kolei opowiadała, że o odejściu dowiedziała się nie wprost od przyjaciółki, tylko z zewnątrz, co musiało być mocnym ciosem, biorąc pod uwagę ich wspólne dzieciństwo i fakt, że były prawie jak rodzina.
Z dzisiejszej perspektywy widać, że to była historia dwóch nastolatek wrzuconych w przemysł, który ma swoje tempo, swoje oczekiwania i swoją brutalność, jeśli chodzi o presję, media i fanów. W połowie lat 2000 nikt jeszcze nie mówił głośno o zdrowiu psychicznym młodych artystów, a w pakiecie z popularnością przychodził też hejt, bardzo często anonimowy i bardzo gęsty.
Po odejściu Ali Blog 27 działał dalej jako projekt Toli, już z pełnym zespołem muzyków.
„Before I’ll Die...”, serial „39 i pół” i definitywny koniec Blog 27
W 2008 roku ukazał się drugi album „Before I’ll Die...”. Materiał był zdecydowanie bardziej autorski, dojrzały, w dużej mierze napisany przez Tolę. Single „Cute (I’m Not Cute!)” i „Fuck U!” pokazywały, że próbuje pójść w stronę alternatywnego popu i bardziej osobistych tekstów, a nie tylko lekkich hitów na listy.
Kilka utworów z tego albumu trafiło do popularnego wtedy serialu „39 i pół”, w którym pojawiała się także sama Tola, a w tle widać było członków jej zespołu. To była mądra synergia, serial promował muzykę, muzyka serial, a Blog 27 wciąż istniał w świadomości widzów.
Mimo to niedługo później Tola zdecydowała się na radykalny krok, wyjazd do USA, naukę w szkole muzycznej i zamknięcie rozdziału pod tytułem Blog 27. Oficjalna strona zniknęła, projekt został zamrożony, a później już do niego nie wracała jako do czynnie działającego zespołu.
Co dziś robi Tola
Po zakończeniu przygody z Blog 27 Tola przeniosła się do Los Angeles, gdzie kontynuowała edukację muzyczną, najpierw w Alexander Hamilton High School, później w Los Angeles College of Music. W wywiadach opowiadała, że przez pewien czas pracowała jako niania, utrzymując się z normalnej pracy, a nie z dawnej sławy.
Wróciła do muzyki pod własnym imieniem jako Tola, stawiając na bardziej alternatywny, intymny pop, zupełnie inny niż Blog 27. W 2021 roku ukazał się album „Subtitles”, promowany m.in. utworami takimi jak „First Love” czy „Recycled/Fragile”, na których słychać, że to już zupełnie inna artystka niż ta z „Uh La La La”.
Dziś mieszka w Hiszpanii, dużo podróżuje, działa jako niezależna artystka i jest aktywna w social mediach, gdzie funkcjonuje już nie jako „dawna gwiazda emo”, tylko jako osoba, która ma swoją drogę i swoje nowe rzeczy do powiedzenia.
Co dziś robi Ala
Ala po odejściu z Blog 27 wydała solowy album „Higher”, współtworzyła też czołówkę do serialu „Majka”. Ten etap nie przyniósł tak dużej popularności jak Blog 27, za to otworzył jej drogę do spokojniejszego, mniej komercyjnego funkcjonowania w muzyce.
W międzyczasie skończyła kulturoznawstwo, pracowała jako kelnerka i menedżerka restauracji, czyli robiła dokładnie to, co robi wiele osób po dwudziestce, niezależnie od tego, czy mieli wcześniej pięć minut sławy.
Najważniejszy dziś dla niej projekt to Ala Zastary, duet tworzony razem z mężem, Jakubem Sikorą. Wydali album „Jutro”, a później „Potwory”, grając muzykę, która ma więcej artystycznego luzu, mniej ciśnienia na wyniki i zdecydowanie więcej miejsca na tekst i emocje.
Ala nadal jest obecna w mediach, czasem pojawia się w śniadaniówkach, opowiada o swoim podejściu do muzyki, relacji z ojcem, z którym współpracuje, i o tym, jak to jest być dawną idolką nastolatków, która wybiera świadome, mniej hałaśliwe życie.
Dlaczego warto o nich pamiętać
Blog 27 to zespół, który trwał krótko, ale zostawił po sobie ślad większy niż niejeden długi projekt.
Pokazały, że polski nastoletni projekt może wyglądać i brzmieć jak zachodni.
Były jednym z pierwszych młodzieżowych zespołów z Polski, które zrobiły realny szum w krajach niemieckojęzycznych i we Włoszech.
Pomogły spopularyzować w Polsce emo estetykę i alternatywny styl wśród nastolatków.
Weszły w przemysł muzyczny bardzo wcześnie, a potem musiały nauczyć się żyć z tym, co przyszło po sławie, od studiów, przez zwykłą pracę, po powrót do muzyki na własnych zasadach.
Dla mnie to jest dokładnie ten typ historii, do którego chce się wracać w serii o zespołach, które dla millenialsów były kawałkiem życia, a dla młodszych są już czasem tylko ciekawostką z internetu. W przypadku Blog 27 to nie jest tylko nostalgiczny mem, lecz bardzo konkretny fragment polskiej popkultury, która na chwilę naprawdę uwierzyła, że wszystko jest możliwe.
A gdyby pojawiła się realna opcja, że Blog 27 wracają w oryginalnym składzie na jeden koncert, to czy chcielibyście być na takim wydarzeniu?
W artykule
Dyskusja
Co o tym myślisz? Podziel się opinią.
