Wszystkie artykuły

Łzy: zespół, który rozpadł się na Łzy i Łzy. Od salki w Pszowie, przez „Agnieszka już dawno…”, po wojnę o nazwę

Dla wielu z nas Łzy to nie jest tylko „jakiś stary zespół z radia”. To są konkretne obrazy. Wakacje, szkolne dyskoteki, pierwsze miłości, tanie wino, ognisko nad jeziorem i moment, kiedy z głośników leci „Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka”, a wszyscy bez zastanowienia śpiewają refren.

Łzy: zespół, który rozpadł się na Łzy i Łzy. Od salki w Pszowie, przez „Agnieszka już dawno…”, po wojnę o nazwę

Dzisiaj ta sama nazwa oznacza dwie różne grupy, dwie historie i dwa kompletnie inne spojrzenia na to, kto tak naprawdę jest „prawdziwymi Łzami”. Jedni mają znak towarowy UE i domenę. Po drugiej stronie jest Adam Konkol, jego piosenki i spora część fanów, którzy wciąż widzą w nim twórcę fundamentów tego zespołu.

Żeby zrozumieć, co się wydarzyło, trzeba zacząć od początku.

Jak powstały Łzy

Łzy narodziły się na Górnym Śląsku, w Pszowie. Na początku wszystko kręciło się wokół Adama Konkola, perkusji znalezionej w parafialnej salce i kilku jego kumpli, którzy chcieli grać. W tym okresie przewijają się Darek Pieczka, Michał Broża i pierwsze próby, jeszcze bez tej rozpoznawalnej nazwy.

Zespół oficjalnie wystartował w 1996 roku jako śląska formacja pop‑rockowa. W debiutanckim składzie byli m.in. Adam Konkol, Arkadiusz Dzierżawa, Robert Szymański i Andrzej Ciszewski. Wokal przejmuje najpierw Bożena Tront, ale szybko pojawia się ktoś, kto wszystko zmienia. Dawid Krzykała mówi Adamowi, że zna dziewczynę, która powinna śpiewać w Łzach. Tą dziewczyną jest Anna Wyszkoni.

Panowie spotykają się z Anią w restauracji, słuchają kasety z jej coverem „Zanim zrozumiesz” i Konkol po latach wspomina, że uznał, iż to właśnie ona powinna być głosem zespołu. Tak zaczyna się etap, który większość z nas kojarzy najmocniej: Łzy z Anią Wyszkoni na wokalu.

Pierwsza płyta, Słońce, wychodzi pod koniec 1998 roku. Zespół nagrywa ją przez dziesięć miesięcy w studiu Sonus w Łomiankach, za własne pieniądze i bez wielkiej wytwórni za plecami. To jeszcze nie jest ogólnopolski szał, ale już widać, że dzieje się coś, co może wyjść poza Śląsk.

„W związku z samotnością” i eksplozja „Agnieszki”

Prawdziwą zmianę przynosi drugi album, W związku z samotnością. Wydany w 2000 roku, wznowiony przez Pomaton EMI rok później, przynosi zespołowi status platynowej płyty i wejście do ogólnopolskiego mainstreamu.

To właśnie na tej płycie pojawiają się „Agnieszka już dawno…” i „Narcyz się nazywam”. „Agnieszka” jest nagrana w czerwcu 2000, jako singiel ukazuje się 22 stycznia 2001. W tekstach i składzie autorów już wtedy zaczynają się różnice zdań, ale co do jednego większość się zgadza - ten numer zrobił z Łez zespół, który zna cały kraj.

Sam Konkol podkreśla, że to on napisał słowa i skomponował melodię „Agnieszki”, a w ręku ma rękopis tekstu. Inni członkowie zespołu wymienieni w metrykach utworu wskazują, że piosenki Łez powstawały jako efekt współpracy całej ekipy. Spór o autorstwo toczy się do dziś, ale fakt pozostaje faktem: to Wyszkoni była głosem tej piosenki, a jej wykonanie dla wielu osób do dziś jest tym właściwym i jedynym.

Co ważne, Ania po odejściu z zespołu przez długi czas nie chciała wracać do repertuaru Łez, tłumacząc, że potrzebuje odcięcia od tamtego etapu i że „wyrosła z tych piosenek”. Konkol z kolei twierdzi, że obiecała mu, iż nie będzie śpiewać jego utworów na solowych koncertach, a potem do nich wróciła, co on odebrał jako złamanie słowa. To perspektywa Adama, którą warto odnotować, bo dobrze pokazuje, jak osobiste stały się te utwory dla wszystkich zaangażowanych.

Łzy jako zespół koncertów, nie tylko singli

Łzy nigdy nie były projektem typu „dwa hity i do domu”. W oficjalnych materiałach obecny zespół podaje, że przez prawie trzy dekady zagrali ponad 1300 koncertów w Polsce i za granicą, w tym trasy po Stanach Zjednoczonych, występy na dużych festiwalach, jak Pol’and’Rock, liczne koncerty w dużych halach i lokalnych domach kultury.

W dorobku zespołu znajduje się dziewięć albumów studyjnych. Co najmniej dwa z nich, W związku z samotnością i Nie czekaj na jutro, uzyskały status platynowej płyty. To imponujące osiągnięcie dla polskiego zespołu pop-rockowego, który swoją działalność rozpoczynał w niewielkim Pszowie.

Pamiętajmy, że były też kooperacje i nowe wersje. Anna Wyszkoni nagrała „Agnieszkę” w duecie z Januszem Walczukiem, a na swoich jubileuszowych koncertach w 2026 roku wróciła do kilku numerów Łez, mimo konfliktu z Konkolem. Z kolei aktualne Łzy wydają jubileuszowe boksy, w których pojawiają się goście z innych muzycznych światów.

Odejście Ani Wyszkoni i wejście Sary Chmiel

W 2010 roku Anna Wyszkoni odchodzi z Łez po 14 latach na wokalu. Przez długi czas w ogóle nie śpiewa piosenek zespołu, co sama tłumaczy potrzebą domknięcia pewnej epoki i poukładania emocji związanych z odejściem.

Miejsce Wyszkoni zajmuje Sara Chmiel. Od 2011 roku to jej głos jest twarzą Łez, z nią zespół nagrywa kolejne płyty i gra dalej. Chmiel w wywiadach mówi wprost, że Łzy żyją długo, bo mają „twardy tyłek”, grają non stop, a energia do grania nie znika po kilku sezonach.

To z Sarą Łzy wchodzą w kolejny etap, aż do momentu rozłamu.

Zdrowie Adama Konkola

Adam Konkol od dziecka zmaga się z wrodzoną wadą serca i zespołem Eisenmengera, czyli ciężkim nadciśnieniem płucnym. W wywiadach mówił, że zdarzało mu się stać za głośnikami i „pluć krwią” podczas koncertu, a choroba w dużej mierze ukształtowała jego życie.

W 2024 roku poinformował, że zdiagnozowano u niego złośliwego raka płuca. Ze względu na wadę serca lekarze nie mogli po prostu „wyciąć kawałka płuca” ani zastosować standardowej chemii, trzeba było szukać innych form terapii. W 2025 roku Konkol ujawnił, że przeszedł udar, po którym stracił wzrok i mowę, został częściowo sparaliżowany i walczył o odzyskanie sprawności ręki, którą grał przez lata.

Tego nie można zignorować. To jest realne, udokumentowane tło jego ostatnich lat i niezależnie od tego, po której stronie sporu ktoś się stawia, warto pamiętać, że za tym wszystkimi oświadczeniami stoi człowiek, który kilka razy otarł się o śmierć.

Adam twierdzi, że to właśnie w okresie nasilenia problemów zdrowotnych dawni koledzy z zespołu chcieli go odsunąć, wymienić skład i przejąć markę, co on odebrał jako cios poniżej pasa. Druga strona temu zaprzecza, mówiąc, że wiedziała o zdrowiu Adama, ale według nich rozstanie wynikało ze sporów o zasady współpracy, umowy, prawa do nazwy i kierunek zespołu, a nie z chęci wykorzystania jego sytuacji zdrowotnej.

Rozłam, który nie wziął się z jednej kłótni

Konflikt nie był jedną awanturą w busie. On narastał latami. Konkol wspomina, że pod koniec współpracy z Wyszkoni „to był jeden z gorszych czasów w jego życiu”, mieli osobne garderoby i praktycznie się nie dogadywali. Później dochodzi do sporów o wykonywanie dawnych hitów, o tantiemy, o to, kto buduje swoją pozycję na „starych” piosenkach.

W 2021 roku wszystko wybucha oficjalnie. Konkol ogłasza, że wymienia cały skład zespołu, co druga strona odbiera jako próbę wyrzucenia ich z projektu, który współtworzyli przez wiele lat. W odpowiedzi muzycy z Sarą publikują własne oświadczenia i dokumenty, w których piszą, że to Adam sam zrezygnował z członkostwa w zespole w maju 2021 roku, nie pojawił się na koncercie online i o odejściu poinformował w pisemnym oświadczeniu.

Z perspektywy słuchacza wygląda to tak:

  • Po jednej stronie mamy Łzy z Sarą Chmiel-Gromalą, Arkadiuszem Dzierżawą i resztą długoletniego składu, który twierdzi, że po prostu kontynuował działalność po odejściu założyciela.

  • Po drugiej Łzy Adam Konkol, które opierają się na przekonaniu, że bez twórcy największych hitów i pomysłodawcy nazwy nie ma „prawdziwych Łez”.


Do tego dochodzi konflikt z Anną Wyszkoni o wykonywanie „Agnieszki” i innych piosenek Łez na jej solowych koncertach. Konkol mówi, że nie zgadza się na to, by „Agnieszka” utrzymywała ją na rynku i że chce pozbawić ją części praw w ZAiKS-ie. Wyszkoni odpowiada, że była pierwszym głosem tych utworów, czuje się współtwórczynią ich sukcesu i ma pełne prawo do sentymentalnego wracania do nich na swoich koncertach.

Znak towarowy, domena i dwie biografie

W 2025 roku Łzy z Sarą informują, że Urząd Patentowy RP oddalił sprzeciw byłego członka zespołu dotyczący zastrzeżenia znaków „Łzy”, uznając, że zgłoszenie nie narusza jego praw osobistych i że osoba, która dobrowolnie opuściła zespół, nie może blokować działań ciągłości składu.

W lipcu 2026 skład z Sarą ogłasza kolejny krok: nazwa „ŁZY” została zarejestrowana jako słowny znak towarowy Unii Europejskiej o numerze 019322256, którego właścicielem jest Arkadiusz Dzierżawa. W oświadczeniach pada zdanie „Zespół Łzy jest tylko jeden”, a muzycy podkreślają, że przysługuje im wyłączne prawo ochronne do posługiwania się nazwą w działalności muzycznej, koncertowej i wydawniczej.

Konkol odpowiada własnym oświadczeniem, w którym pisze, że dla niego nazwa Łzy to nie pozycja w rejestrze, tylko tysiące koncertów, setki napisanych piosenek, miliony wspomnień i całe jego dorosłe życie. Zapowiada, że będzie odwoływał się od tej decyzji i że ta historia „jeszcze się nie skończyła”.

Jeśli ktoś chce wejść w tę historię głębiej, warto sięgnąć do dwóch biografii:

  • Biografia zespołu Łzy na stronie lzy.pl, pisana z perspektywy składu z Sarą.

  • Historia zespołu Łzy na stronie lzyofficial.pl, opowiedziana przez Adama Konkola, gdzie opisuje początki, skład, swoje zdrowie, dorobek i własną wersję rozłamu.


To nie jest w żaden sposób treść sponsorowana. Nikt nam nie zapłacił za to, żeby te biografie polecać. Po prostu uważam, że jeśli ktoś serio chce zrozumieć ten konflikt, dobrze jest przeczytać obie strony, zanim wyrobi sobie własną opinię.

Na koniec, czyli Mazury, tanie wino i „Agnieszka”

Łzy to dla mnie przede wszystkim tamte chwile, które pewnie wielu z nas pamięta podobnie. Wakacje na Mazurach, tanie wino na pomoście, gitara, kilka akordów, które wszyscy znali na pamięć, i wspólne „Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka”. Piękne czasy.

I może właśnie dlatego tak bardzo chciałoby się, żeby ten konflikt kiedyś się skończył. Żeby jeszcze raz, kiedyś, gdzieś, można było usłyszeć Łzy w pełnym, oryginalnym składzie, na jednej scenie, z jedną setlistą i bez zbędnych oświadczeń dzień później.

Na razie mamy dwie wersje Łez, dwa zestawy argumentów i wspomnienia, których nikt nam nie odbierze. A gdy znowu z głośników poleci „Agnieszka”, ja i tak pomyślę najpierw o Mazurach, młodości i tej chwili, w której człowiek śpiewał ten refren i miał wrażenie, że życie jest proste, nawet jeśli wcale takie nie było.

Dyskusja

Co o tym myślisz? Podziel się opinią.

Musisz być zalogowany.